Zapach lawendy kojarzył mi się z odświeżaczami do powietrza i zapachowymi mydłami, dopóki nie dostałam paczuszki suszonych kwiatów prosto z Prowansji. Czasami dosypuję sobie łyżkę do herbaty, a ostatnio postanowiłam wykorzystać ją w cieście. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie przesadzić z jej ilością, aby uniknąć mydlanego posmaku. Przy właściwych proporcjach czuć jedynie delikatny aromat lawendowy.
Lawendowe ciasto ze śliwkami
3/4 szklanki mąki
3/4 szklanki brązowego cukru
3/4 szklanki jajek
1 łyżeczka proszku do pieczenia
odrobina masła potrzebna do wysmarowania blachy
2 duże szczypty suszonych kwiatków lawendy
śliwki węgierki przekrojone na połówki w ilości odpowiadającej powierzchni całej blachy
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Okrągłą blachę wysmarować masłem.
Jajka utrzeć z cukrem za pomocą miksera, dodać mąkę wymieszaną wcześniej z proszkiem do pieczenia. Całość zmiksować na najwyższych obrotach na gładką masę. Na końcu dodać 2 duże szczypty lawendy i wymieszać łyżką.
Ciasto wylać na blachę. Na wierzchu gęsto ułożyć przekrojone na połówki śliwki i posypać odrobiną brązowego cukru.
Całość piec w temp. 180 stopni przez ok pół godziny. (Ciasto powinno być zarumienione na zewnątrz)
Smacznego!
PS. OD dziś zmieniam nazwę bloga na "Zielony Kamyk", adres na razie pozostaje bez zmian. :)
Smacznego!
PS. OD dziś zmieniam nazwę bloga na "Zielony Kamyk", adres na razie pozostaje bez zmian. :)



o rajuśki.
OdpowiedzUsuńjestem pod ogromnym wrażeniem.
i w zachwycie!
http://www.slodkakarmel-itka.blogspot.com
http://www.karmel-itka.blogspot.com
super!!! robilam niedawno creme brulee z lawenda i jesem pod wrazeniem jej dodatku,wiec wierze,ze to ciasto tez jest podobnie pyszne :)
OdpowiedzUsuńWitaj Owieca :) a ja ostatnio dostała zioła prowansalskie prosto z Prowansji ;) bez porównania z tym co jest u nas w sklepie!
OdpowiedzUsuńI widzę bolesławiecki talerzyk :) mam ogromną słabość do tej ceramiki :)
I (jeszcze raz i) bardzo fajna nowa nazwa :)
Pozdrawiam.
Zielony Kamyk :D składam podanie o taki kamyk.
OdpowiedzUsuńI ciasto :)
Apetycznie! Pasuje do pożółkłych już liści :)
Karmel-itko, dziękuję i pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńGosia, creme brulee wciąż przede mną. a z lawendą nie próbowałam :)
alucha witaj :) ja też wraz z lawendą dostałam zioła prowansalskie i zgadzam się z Tobą w 100%. bez porównania! talerzyk mojej Ewy ukochanej. zanim zrobię dla niej z niego tacę postanowiłam wykorzystać go po raz ostatni na blogu :)) i też lubię. bardzo!
Eljotynko, mam już zaległości z tymi kamykami... muszę się za nie zabrać. i za wysyłki w końcu! bo zaczęłam robić z nich magnesy :D
Oj, ja często stosuję lawendę do wypieków :-) Kiedyś nawet podzieliłam się na blogu przepisem na ciasteczka kruche lawendowe, które są u nas absolutnym hitem :-) Pożera je ze smakiem nawet mój mąż, który zapachu lawendy nie znosi i twierdzi, że lawenda pachnie jak szafa Panny Marple ;-))) No coś w tym jest, hihi!
OdpowiedzUsuńAle do placka ze śliwkami lawendy jeszcze nie zaprosiłam... A właśnie upiekłam... No nic, wypróbuję następnym razem! Dzięki za podpowiedź!
Uściski!
M.
Owiecko, zielony kamyk? super:):)
OdpowiedzUsuńTak jak Maggie uwielbiam kruche ciastka z lawenda. Takie ciasta tutaj nie zrobie bo sliwek takich fajnych nie mamy.
Tace z talerzyka? Dziewczyno o wielu talentach, jestem pod wrazeniem:)
Usciski!
maggie muszę w takim razie znaleźć u Ciebie te ciasteczka, bo lawendy zostało mi jeszcze mnóstwo i muszę ją jakoś wykorzystać zanim cały aromat z niej uleci :) dzięki!
OdpowiedzUsuńściskam również!
jak smacznie! uwielbiam śliwki!
OdpowiedzUsuńAgnieszko, dziękuję :) a co do śliwek, to nie wiadomo gdzie Was poniesie. Może i dobre śliwki się znajdą :)) a przepis na kruche z lawendą muszę w takim razie tym bardziej odszukać u maggie :D
OdpowiedzUsuńMagdalena, dzięki, ja też! chociaż nadchodzi ten moment, gdy już mam ich dość :)
Jaki cudny ten talerzyk! Pasuje genialnie do śliwek i lawendy. 'Zielony kamyk' jak najbardziej!:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, miłego popołudnia życzę:)
To ciasto jest takie klimatyczne i trochę retro;)Piękne,pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJaKa
OdpowiedzUsuńMonisia
dzięki!
pozdrawiam!
I jak tam robienie tacy z tego cudnego talerzyka? Pokażesz przy okazji? :)
OdpowiedzUsuńalucha zastygło. czasu nie mam nawet na bloga nic wrzucić a tacka to już w ogóle... może w weekend mi się uda? ;)
OdpowiedzUsuń